Go to content Go to navigation Go to search

The Terminator

grudzień 2nd, 2008

Co takiego jest w tym filmie, że nawet sam Zygmunt Kałużyński zaliczył go do trójki największych dzieł science-fiction? Można odpowiedzieć, że wszystko. To film kompletny, doskonały, to prawdziwe arcydzieło, choć wiem, że wśród „tradycjonalistów” to ostatnie określenie jest nie do przyjęcia. A jeśli ktoś będzie się upierał, że to rzemiosło, aczkolwiek, doskonałe, to powiem, że absolutnie doskonałe rzemiosło zawsze w końcu staje się sztuką.
James Cameron ma niezwykły dar przyciągania uwagi widza i niesamowicie, bezpretensjonalnie opowiada swe historie. Nie wpycha do swych filmów pseudo-intelektualnego bełkotu i nie sili się na zgrywanie mędrca (a zadatki jak najbardziej ma, to piekielnie inteligentny człowiek), tylko stawia swych bohaterów w ekstremalnych sytuacjach i tym samym daje im możliwość do… wykazania się. Najsmutniejsze jest to, że te wszystkie przeszkody ludzkość sama sobie stawia na drodze. „Terminator”, obok osławionego „Titanica” oraz „Otchłani” i drugiego „Obcego”, to najlepszy przykład Camerona, który bezboleśnie zmusza nas do myślenia. Jak ludzie mogli doprowadzić do czegoś takiego? Dlaczego nikt nic nie zrobił? Gdzie się zaczął ten nasz ślepy marsz ku przepaści?
Często Cameron opowiada swe historie bardzo dynamicznie i wszystkie silne emocje zostają w nas, widzach, a co najistotniejsze, te emocje nie są negatywne, pobudzają nas, ale do szukania wyjścia, a nie winnych, czy usprawiedliwienia rodzaju ludzkiego. Natomiast wielu bohaterów z jego filmów, także ci z dalekiego planu, przechodzą pewną przemianę, która pozwala wierzyć w ludzi. Co równie istotne, filmy Camerona, także „Terminator”, są świetną rozrywką, a to chyba jedno z zadań sztuki, nieprawdaż?
Opowieść o walce Sary Connor i Kyle’a Reese’a z morderczym cyborgiem jest niesamowicie duszna, zagrożenie czai się wszędzie, jest wręcz namacalne, nawet w chwili wytchnienia, wciąż czujemy, że nie jesteśmy bezpieczni. Geniusz Camerona oraz wspaniała praca operatora Adama Greenberga i niezwykle klimatyczna muzyka Brada Fiedela powodują, że ani na moment nie możemy odetchnąć. Dzięki temu potwornemu strachowi towarzyszącemu podczas oglądania „Terminatora”, pytania odnośnie miniaturyzacji, prac nad sztuczną inteligencją, czy bomby wodorowej stają się jeszcze bardziej wyraziste i nie sposób uniknąć ich.
Jest w tym filmie, jak i w innych dziełach Camerona, mnóstwo fantastycznych ujęć i pomysłów reżysera, każda scena to mała perełka, a w drugim i trzecim planie mamy galerię ciekawych postaci, które zagrali mniej znani, ale bardzo dobrzy aktorzy. Cameron ma także słabość do czarnego humoru, który jeszcze dodaje autentyczności postaciom, choć akurat w „Terminatorze” jest go najmniej ze wszystkich jego filmów, a pasja tego arcymistrza reżyserii unosi się nad wszystkim i udziela się nam samym.
O tym filmie mnóstwo już napisano i powiedziano, talentem błysnęli Michael Biehn i Linda Hamilton, a Arnold Schwarzenegger okazał się darem niebios, bo z jego posturą i twarzą beznamiętny cyborg jest bardziej wiarygodny od wielu ludzi. Ktoś powiedział o „Terminatorze”, że to „mocne kino wielkich emocji za małe pieniądze”, ktoś inny, że przyjście Schwarzeneggera z przyszłości do teraźniejszości bez ubrania to najdoskonalsza manifestacja męskiego erotyzmu i można by mnożyć wielorakość laurów, które spadły na Camerona. Dziś to już film klasyczny, jedyny w swoim rodzaju. Tak, moi drodzy, wybitny.

Slasher McKagan

The Terminator – 1984, thriller/s-f, USA

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.